DOM NA SPRZEDAZ
nie zapomnieć atmosfery i ducha tej wspaniałej gry
Image

wywiad z dyrektorem I LO Markiem Lipińskim


Marek Lipiński

ur. 1955 r. w Tarnowie, żonaty, trójka dzieci.
Szkoła Podstawowa Nr 4 im. M. Kopernika w Tarnowie (1962-1970),
Technikum Mechaniczne im. S. Staszica w Tarnowie (1970-75) - technik mechanik,
Uniwersytet Jagielloński - kierunek fizyka jądrowa (1975-1980) – mgr fizyki.
Od 28 lat jestem nauczycielem fizyki. Na początku w latach 1980-87 w Zespole Szkół Mechaniczno-Elektrycznych w Brzesku, a od 1987 do dzisiaj w I LO w Tarnowie (od 1990 r. v-ce dyr.)
W od VII klasy szkoły podstawowej do końca studiów czynnie uprawiałem piłkę ręczną, w MDK Tarnów (dzisiejszy PM), a podczas studiów w AZS UJ.
Prawie równocześnie zainteresowałem się matematyką i fizyką. Ostatecznie wybrałem fizykę na Wydziale Mat-Fiz-Chem UJ.
Miałem w życiu sporo szczęścia spotykając znamienite postaci - ludzi, którzy wywarli duży wpływ i odcisnęli niezatarte wrażenie – w sporcie charyzmatyczny prof. Stanisław Majorek, w technikum wielu znakomitych pedagogów: dyr. Władysław Styliński, Alojzy Skrzypek, matematyk Wojciech Konieczny, a przede wszystkim wychowawca, znakomity tarnowski fizyk Józef Mokwa, podczas studiów profesorowie Andrzej Hrynkiewicz, Jerzy Rajski czy Adam Strzałkowski.

Krzysztof Ziewacz:

Bardzo się cieszę, że przyjął Pan prośbę. Gratuluję także przy tej okazji awansu w pracy zawodowej. Jest Pan teraz Dyrektorem I Liceum Ogólnokształcącego. Jak Pan przyjmuje i ocenia nowe wyzwania i możliwości z tym związane? Pierwsza jak zdaje w części za Panem czyli przygotowania do wielkiej rocznicy.

Marek Lipiński:
Dziękuję za gratulacje, ale muszę sprostować.
W związku z brakiem rozstrzygnięcia w kwietniu 2008 r. konkursu na dyrektora I LO w Tarnowie na początku wakacji zgodziłem się na okres pół roku od 1 września 2008 pełnić obowiązki dyrektora I LO.
Z jednej strony bycie dyrektorem I LO, najstarszej i najlepszej szkoły ponadgimnazjalnej w Tarnowie to ogromna satysfakcja, honor i olbrzymi zaszczyt, z drugiej to wyzwanie samo w sobie, to poczucie ogromnej odpowiedzialności.

Image

Wyzwań jest sporo, pomysłów jeszcze więcej. Niektóre naturalną koleją rzeczy wynikają z kalendarza każdego roku szkolnego, zarówno na płaszczyźnie dydaktycznej i wychowawczej, jak również w związku z potrzebami szkoły w sferze infrastruktury, modernizacji i remontów, jak chociażby wymiana stolarki okiennej w całym budynku i hali sportowej – łącznie ok. 180 okien.
Inne, jak wspomniany jubileusz 450-lecia naszej szkoły i szkolnictwa w Tarnowie są oczekiwaną od kilku lat przez całą społeczność I LO oraz absolwentów wielu roczników uroczystością i wydarzeniem kulturowym i społecznym w skali Tarnowa, Małopolski i całego kraju. Ktoś pomyśli, że popadam w jakąś megalomanię, ale mogę zapytać - ile jest szkół w Polsce o takich korzeniach i tradycjach sięgających początku renesansu na ziemiach polskich. I LO to historycznie jedna z 10 najstarszych szkół w Polsce.
W jesieni 2008 r. rozpoczęliśmy w szkole przygotowania do obchodów 450-lecia. Postanowiliśmy, że cały rok 2009 i wszystkie działania na terenie szkoły, ale również poza nią, na terenie Tarnowa będą miały wspólny mianownik - uświetnić jubileusz. Kulminacją obchodów będą dni 25-26 września 2009 r. Wtedy odbędą się główne uroczystości połączone z Mszą Św., poświęceniem nowego sztandaru, okolicznościową sesją popularno-naukową oraz spotkaniami absolwentów wszystkich roczników na terenie szkoły.
To dopiero początek działań, wiele jeszcze przed nami. Najważniejsze będzie pozyskanie sponsorów oraz zgromadzenie odpowiednich funduszy. Mam nadzieję, że nasze uroczystości znakomicie wpiszą się w kalendarz imprez miejskich przyczyniając się do promocji Tarnowa w regionie i kraju.

Image

KZ:

1559- 2009 czyli 450 lat Liceum Ogólnokształcącego w Tarnowie.
To wielka rocznica, wydarzenie, które zdominuje cały 2009. Ponoć chce Pan nawet włączyć Turniej Brydżowy do programu obchodów, aby tym samym pokazać jedną z ważnych dla szkoły dziedzin około edukacyjnych. Ale zanim o samym turnieju może o innych uroczystościach roku jubileuszowego.

Marek Lipiński:
Chciałbym, aby odbyło się wiele imprez towarzyszących jubileuszowi. Na pewno przygotujemy wystawę osiągnięć szkoły, przeprowadzimy konkursy dotyczące historii naszej szkoły i postaci wybitnych absolwentów, odbędą się turnieje sportowe w różnych dyscyplinach np. w siatkówce, piłce ręcznej, szachach itp. Chciałbym, aby jednym z nich był turniej brydżowy.
KZ:
Szkoła za Pana sprawą ma sporo sukcesów natury dydaktycznej. Wiele wygranych konkursów. Jakie osiągnięcia ceni Pan sobie najbardziej?

Marek Lipiński:
Oczywiście jako szkoła szczycimy się wieloma sukcesami w postaci laureatów i finalistów wielu ogólnopolskich konkursów i olimpiad przedmiotowych. Prym od wielu lat wiedzie biologia. Wiele laurów przyniosły również olimpiady z j. polskiego, łaciny, chemii, astronomii, ekologii, filozofii, wiedzy technicznej i wiedzy religijnej. W ostatnim roku dołączyły matematyka i fizyka - finalistą XXXVIII Olimpiady Fizycznej został uczeń Piotr Jurkiewicz. (nawiasem mówiąc syn Jarka, dop. KZ)
Jeśli chodzi o moją dyscyplinę fizykę, to poza startami w olimpiadzie moi uczniowie odnieśli kilka sukcesów w konkursach: w Ogólnopolskim Konkursie Nauki Przyrodnicze na Scenie Science on Stage zwyciężając w kategorii Demonstracje fizyczne (2004) i uzyskując wyróżnienie jury w kategorii Prezentacje multimedialne (2006), zwyciężając w Ogólnopolskich Kwalifikacjach do Międzynarodowej Letniej Szkoły Młodych Fizyków (ISSYP-2007 Toronto) czy też zdobywając laury i wyróżnienia w Małopolskich Konkursach Fizycznych.
.
Image

KZ:

Nie bez kozery ciągle powracamy do brydża skoro to temat przewodni wywiadu. Proszę opowiedzieć o pańskich koneksjach brydżowych. O początkach. O tym czym jest dla pana i czym w ogóle jest ta w rzeczy samej niepowtarzalna gra?

Marek Lipiński:

Brydż od kiedy poznałem podstawowe zasady gry tj gdzieś na początku szkoły średniej podczas obozów i wyjazdów sportowych z piłki ręcznej, zawsze mnie fascynował. W technikum grywaliśmy w gronie kolegów. Kupiłem wówczas nawet książkę mistrzów brydżowych J. Połcia i K. Macieszczaka, od czasu do czasu czytywałem czasopismo Brydż, próbując poznać tajemnice Wspólnego Języka. Studia na fizyce, trudne przedmioty oraz dużo zajęć teoretycznych i laboratoryjnych, z cotygodniowymi kolokwiami nie sprzyjały brydżowi.
Powrót do brydża nastąpił podczas mojej kilkuletniej pracy w Brzesku, gdzie miejscowy TKKF w okresie zimowym organizował turnieje indywidualne oraz drużynowe. Kilka sezonów grywałem (bez większych sukcesów) w drużynie nauczycieli brzeskich szkół poznając zasady brydża porównawczego czyli sportowego. Obecnie od czasu do czasu w gronie znajomych zasiadam do stolika, aby nie zapomnieć atmosfery i ducha tej wspaniałej gry.

KZ:
Szkoła jako jedna z nielicznych w Tarnowie, zawsze przyjazna była idei kształcenia i uczestnictwa młodzieży w brydżu widząc w tym sporcie umysłowym kuźnię charakteru. Przez wiele lat prowadzono szkolne warsztaty brydżowe. Przypomnę kilku trenerów i instruktorów parających się przed laty szkoleniem: Zdzisław Knot, Andrzej Pietrucha czy Leszek Gabriel. Również ja miałem zaszczyt zajmować się szkoleniem w latach 1994-1998 czego owocem była drużyna Ligii Okręgowej z nauczycielem angielskiego Leszkiem Smutkiem w składzie, (jeśli dobrze pamiętam sezon 1996-7). Kilku zawodników uprawia brydża sportowego do dziś, że wymienię wychowanków I LO: Andrzej Hycnar, Wiesław Bart, Wacław Sypień, Ryszard Skotarski, Piotr Markiewicz, Paweł Hupka, Wojciech Baran, Krzysztof Jakubas, Grzegorz Jankowski, Mirosław i Marcin Tryba… i obecnie pobierający naukę juniorzy Justyna Długosz, Agnieszka Baran, Grzegorz Wadas i Wojciech Stachnik.
W tym miejscu należą się podziękowania za udostępnienie pracowni komputerowej na całoroczne (2008) rozgrywki Internetowego Pucharu Drużyn Uczniowskich, w których nasza młodzież dotarła aż do ćwierćfinału!

Marek Lipiński:
Cieszę się, że po kilku latach brydż za Pana przyczyną powrócił do I LO, a że przy okazji zdolna młodzież naszej szkoły zaczyna odnosić sukcesy na arenie ogólnopolskiej jest to dla mnie powodem do dumy.

KZ:
Kiedyś filozofia była królową nauk. Czy dziś możemy mówić o fizyce jako tej najważniejszej dziedzinie nauki, która przecież stoi u podstaw wszelkiego postępu. To z niej pośrednio wyrosły nauki stricte specjalistyczne.

Marek Lipiński:
Fizyka była i jest nauka podstawową. Stawia sobie za cel odpowiadać na podstawowe pytania, jak wygląda dane zjawisko i jakie są przyczyny takiego, a nie innego przebiegu, jakie skutki niesie zjawisko, wyjaśniając je w oparciu o znane prawa lub stawiając hipotezy, które po wielu weryfikacjach stają się obowiązującymi teoriami i nowymi prawami mikro- i makroświata.
Również dzisiejsze osiągnięcia techniki i urządzenia bez, których trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie współczesnego człowieka i całych społeczeństw, takie jak: samochód, telekomunikacja i informatyzacja, samolot, mikrofalówka, kamera, aparat fotograficzny, lodówka czy aparatura diagnostyczno-terapeutyczna, oparte są na podstawowych prawach fizyki.
Filozofia z której wywodzi się fizyka, dała również początki kilku innym dyscyplinom przyrodniczym np. chemii czy biologii, które przez wiele dziesiątków lat rozwijały się równolegle i niezależnie. Upraszczając, jeśli chemik opisuje wiązania w związkach chemicznych, używa pojęć czysto fizycznych takich jak: elektrony walencyjne, powłoki czy orbitale, ale nie musi za każdym razem przywoływać praw i pojęć związanych z oddziaływaniami elektromagnetycznymi elektronów tworzących te orbitale, czy rozwiązywać równania na poziomie fizyki kwantowej. Biolog opisując komórki i tkanki nie odwołuje się za każdym razem do roli pojedynczych atomów i molekuł, czyli do chemii, a więc pośrednio i do fizyki. Nauki te wytworzyły własną metodologię badań i własny poziom opisu zjawisk używając własnych pojęć i odkrywając prawa rządzące tymi zjawiskami. Choć wszystko co powiedziałem można byłoby sprowadzić do fizyki – tylko po co?
W drugiej połowie XX w. pojawiły się dyscypliny naukowe łączące w/w takie jak: chemia fizyczna, chemia kwantowa, biochemia, biofizyka czy robiąca dzisiaj zawrotną karierę fizyka medyczna.
KZ:
„Nauka na scenie” szansą na poszerzenie masowej świadomości społecznej na temat fizyki czyli de facto praw rządzących materią.
Fizyka doświadczalna to nie tylko Pańska profesja, ale przede wszystkim ogromna pasja, nieprawdaż? I jako pasjonat jest Pan wspaniałym, zaangażowanym nauczycielem. Propaguje Pan wiedzę w sposób niezwykle medialny, można by rzec fajerwerkowy czego sztandarowym przykładem jest cykl Nauka na scenie (Science on stage), w który to program angażuje Pan swoich podopiecznych każdego roku. W ramach tego projektu zorganizował Pan ze swoją młodzieżą wiele spektakularnych dla przeciętnego gapia, pokazów.

Marek Lipiński:
Wszystko rozpoczęło się pod koniec 2002 r. gdy wraz z młodzieżą wracałem z wykładu w Instytucie Fizyki UJ. W pociągu rzuciłem pytanie o wrażenia z wykładu i jednocześnie hasło, czy nie podjęliby próby na naszym szkolnym gruncie przygotować podobny projekt prezentacji jakiegoś tematu z pokazem doświadczeń w oparciu o przyrządy naszej pracowni fizycznej. Cały projekt nazwaliśmy „Fizyka na scenie I LO”, a temat prezentacji to „Powietrze – mieszanina gazów”. Pomysł chwycił, a po solidnie przepracowanym okresie zimy oraz wykonaniu na zajęciach kółka wielu przyrządów lub przystosowaniu istniejących, na wiosnę 2003 r. zaprezentowaliśmy program szerokiej publiczności. Odbyło się w sumie 9 wykładów, w których uczestniczyło ponad 1000 uczniów z kilku szkół licealnych, technikum i gimnazjów. Kolejnym krokiem było zgłoszenie i przedstawienie prezentacji podczas Finału Ogólnopolskiego Konkursu „Physics on Stage 3” w Poznaniu. Prezentacja została dostrzeżona przez jury, nie zdobyła pozycji medalowej, natomiast ja zostałem zakwalifikowany do zespołu reprezentującego nasz kraj na Europejskim Festiwalu Physics on Stage, który odbył się na terenie European Space Agency w Nordwijk (Holandia). Doświadczenia zebrane podczas pierwszego występu na arenie ogólnopolskiej zaowocowały w roku następnym, gdy następny rocznik uczniów z koła za temat „Woda – cykl doświadczeń” zdobył I miejsce podczas Ogólnopolskiego Konkursu „Science on Stage 1” w kategorii Demonstracje fizyczne. Projekt ten prezentowaliśmy kilkakrotnie podczas: sesji dydaktycznej XXXVIII Zjazdu Fizyków Polskich w Warszawie, Jarmarku Fizycznego w IF UJ i podczas Targów Edukacyjnych w tarnowskim teatrze.
Następny temat, który prezentowaliśmy podczas kolejnej edycji Science on Stage 2, pt. „Energia nie jedną ma postać”, był również przedstawiany w ramach wykładów prowadzonych u IF UJ przez Sekcję Nauczycielską Polskiego Towarzystwa Fizycznego dla młodzieży szkół województwa małopolskiego oraz podczas benefisu 70-lecia ks. prof. Michała Hellera, tarnowianina, światowej sławy filozofa i kosmologa, laureata nagrody Tempeltona w ramach Festiwalu Wynalazczości.
Rokrocznie młodzież koła fizycznego przedstawia gimnazjalistom doświadczenia podczas Dni Otwartych I LO w ramach promocji fizyki i naszego liceum.

KZ:
Od dawna w świecie naukowym powraca temat unifikacji fizyki. Innymi słowy czy będzie kiedyś możliwe znalezienie jednej teorii opisującej materię zarówno w skali makro jak i mikro?

Marek Lipiński:
Kwestia unifikacji, to nie tylko kwestia fizyki i fizyków. Przecież już w Starożytności filozofowie starali się tworzyć jednolity i spójny obraz Wszechświata – oparty na logicznych wywodach mających swe źródła w aksjomatach podawanych przez ówczesne autorytety, rzadko w faktach doświadczalnych. Próbę czasu wytrzymuję tylko te, które pozytywnie zweryfikują wyniki eksperymentów i doświadczeń. Przykład teorii geocentrycznej, która obowiązywała w nauce i świadomości ludzi przez kilkanaście wieków, a zmieniła ją teoria heliocentryczna M. Kopernika. Nawiasem mówiąc ruch obrotowy Ziemi dokoła własnej osi doświadczalnie potwierdziło dopiero w 1851 r. skręcanie płaszczyzny wahań tzw. wahadła Foucaulta. Kolejne stulecia przynosiły wiele nowych odkryć. Do znanych i opisanych przez Newtona oddziaływań grawitacyjnych, dołączyły oddziaływania elektrostatyczne i magnetyczne. Dwa ostatnie znalazły w połowie XIX w. swoją unifikację w tzw. równaniach Maxwella. Odkryte na początku XX w. oddziaływania jądrowe zwane silnymi i tzw. słabe odpowiedzialne za rozpady jądrowe oraz elektromagnetyczne wraz z cząstkami opisuje tzw. Model Standardowy, którego podstawy teoretyczne sięgają lat 70 ubiegłego stulecia. W latach 80. potwierdzono większość jego przewidywań doświadczalnie, jednak do dziś nie zaobserwowano jeszcze jednej z cząstek przewidywanych przez model, zwanej boską cząstką albo bozonem Higgsa.

KZ:
W zasadzie poznaliśmy kres możliwości fizyki eksperymentalnej skoro nie da się już badać zjawisk bez ingerowania w sam proces zjawiska. O tym od prawie wieku mówi zasada nieoznaczoności Heisenberga. CERN czy NASA oczywiście dokonują jeszcze spektakularnych eksperymentów, ale odbywa się to dzięki nakładom coraz to większych środków pozyskiwanych z niemal wszystkich budżetów poszczególnych krajów członkowskich. I nie są to doświadczenia znane z chlubnej przeszłości fizyki. Co Pan sądzi o ostatnich informacjach płynących z CERN?

Marek Lipiński:

Muszę zaprzeczyć. Zasada Heisenberga jest znana od ponad 80 lat, a nasza wiedza o mikroświecie właśnie od tamtego czasu bardzo poszerzyła. Właśnie dzięki temu, że wiemy o oddziaływaniu narzędzia (np. promieniowania elektromagnetycznego) z obiektami badanymi fizycy potrafią przewidzieć jak może przebiegać zjawisko. Zresztą sama zasada Heisenberga w tej drugiej swojej postaci dotyczącej nieoznaczoności energii i czasu trwania procesu w mikroświecie jest jedną z podstawowych zasad, która pozwala stawiać hipotezy dotyczące dzisiejszego stanu materii i energii we Wszechświecie w kontekście samego początku czyli Wielkiego Wybuchu, czyli momentu, gdy powinno powstać tyle samo materii i antymaterii, czego dzisiaj nie obserwujemy.
Niestety przyroda „broni” dostępu d swoich tajemnic.
Posłużę się przykładem; aby dostrzec przedmioty wokół nas wystarczy nasze oko, aby dostrzec szczegóły drobnych ciał np. koniec szpilki użyjemy szkła powiększającego czyli lupy.
Chcąc zobaczyć drobnoustroje, komórki i bakterie używamy mikroskopu szklanego, ale aby dostrzec pojedyncze atomy lub cząsteczki struktur krystalicznych potrzebujemy już mikroskopu elektronowego. Czyli im mniejszy obiekt, który obserwujemy, tym potężniejszego narzędzia używamy. Akceleratory i stowarzyszone z nimi potężne detektory służą do „zaglądania” do wnętrza atomów na poziomie jąder atomowych, pojedynczych protonów, neutronów i innych cząstek, jakie przy okazji zostają wyprodukowane podczas zderzeń cząstek przy coraz wyższych energiach.
Czyli aby „dostrzec” (cokolwiek to znaczy), coraz mniejsze struktury używamy coraz większych, coraz bardziej wymyślnych i w konsekwencji coraz droższych przyrządów.
Wyniki tych eksperymentów nie są może tak spektakularne, jak odkrycie przez K. Roentgena promieni X, które po kilku tygodniach wdrożono do diagnostyki złamań kości, czy wynalezienie przez Edisona żarówki, radia czy telewizora, które każdy z nas posiada w domu lub zetknął się podczas nawet rutynowych badań. Przecież nie spodziewamy się, że każdy z nas będzie miał w domu akcelerator, ale wiele z dzisiejszych osiągnięć techniki swój początek może odnaleźć fizyce cząstek elementarnych, które powstają i są badane dzięki akceleratorom.


KZ:
Skąd przybywamy i dokąd zmierzamy? Niemal od niepamiętnych czasów ludzkość drążą te pytania. O sens? O początki. O przyszłość. Co sądzi Pan o wielkim wybuchu i która z teorii rozwoju wszechświata Pana zdaniem jest najbardziej prawdopodobna? Czy ludzkość obecnie cywilizacja 0 ma szansę stać się cywilizacją typu III czy IV i np.: opuścić naszą galaktykę na silnikach jonowych zwijając za sobą materię. I pytanie o inne wymiary. Jak wiadomo my ludzie zamieszkujemy jedyny wiązany trójwymiar, a jeśli dodać nieodzowny czas są cztery współrzędne wyznaczające nasze możliwości. Ile tak naprawdę fizyka zna obecnie wymiarów; 6, a może 10, 11-ście? Operując skrótem to pytanie dotyka problemu pojmowalności wszechświata w ogóle. Tyczy się naukowej percepcji?

Marek Lipiński:

Wielki Wybuch to wg mnie najlepsza teoria początku oraz rozwoju w czasie i przestrzeni materii i promieniowania. Kosmologowie do dzisiejszego dnia toczą dysputy co do tego osobliwego momentu, a przede wszystkim do tego czy było coś przedtem – czas, przestrzeń, itd. …
Rozwój i postęp cywilizacyjny jest permanentny i nieuchronny.
Klasyfikacja cywilizacji oparta na produkcji energii plasuje nas obecnie na poziomie Typu 0. Pyta Pan o cywilizację typu III i IV. Cóż, po drodze mamy jeszcze cywilizacje typu I i II, które wykraczają daleko poza ziemski horyzont osiągnięć dzisiejszej techniki. Techniki, która co prawda pozwoliła nam sięgnąć po energie: jądrową i termojądrową czy lecieć w przestrzeń kosmiczną, ale tylko tę najbliższą, na zasadzie poznawczej, bez większych szans w najbliższej przyszłości na jej eksplorację, nie mówiąc o jej opanowanie. Oczywiście wiele z dzisiejszych osiągnięć techniki nie śniła się naszym rodzicom czy dziadkom, więc można przypuszczać, że następne pokolenia nie zwolnią tempa badań i będzie możliwe przejście cywilizacji do następnych typów oraz sięgnięcie do zasobów energetycznych innych planet czy też galaktyki. Wyjście poza naszą galaktykę to dzisiaj czyste science fiction, ale kto wie, co przyniosą kolejne stulecia czy tysiące lat.
Jeśli chodzi o wymiary znane fizykom. I znów mamy do czynienia z ewolucją pojęć i poglądów – Newtonowi do opisu zjawisk wystarczała trójwymiarowa euklidesowa przestrzeń plus absolutny czas. Dla małych prędkości ruchu ciał w stosunku do prędkości światła fizyka Newtona zupełnie wystarcza nawet dzisiaj. Fakty doświadczalne i geniusz Einsteina w Szczególnej Teorii Względności wprowadza równorzędność czasu i przestrzeni tworząc cztero wymiarową czasoprzestrzeń zdarzeń. Dążąc do unifikacji, o którą pytał Pan wcześniej, fizycy stworzyli Teorię strun i superstrun, w których dołożyli kolejne wymiary (jest ich obecnie 10 lub nawet 26). Z tym, że poza 4 wymiarami czasoprzestrzennymi, pozostałe wymiary odgrywają rolę na bardzo małych odległościach rzędu stałej Plancka, więc ich po prostu nie dostrzegamy na co dzień. Model strun, to obiecująca teoria, która próbuje zunifikować wszystkie dotychczas poznane oddziaływania łącznie z grawitacyjnymi. Być może pozwoli to na połączenie Ogólnej Teorii Względności z mechaniką kwantową dając kwantową teorię grawitacji. Na razie brak doświadczalnych potwierdzeń na to, że materia zbudowana jest cząsteczek w postaci wibrujących strun. Przysparza to teorii strun wielu przeciwników. Na każdym etapie rozwoju nauki pojęcie pojmowalności wszechświata było różnie rozumiane. Oczywistość teorii dla jednych, była czymś trudnym do przyjęcia dla innych. Całe szczęście, że rozstrzygające dla każdej fizycznej teorii naukowej jest eksperyment i doświadczenie, a później zastosowanie w praktyce.

Image

Marek Lipiński
Załączyłem 2 zdjęcia ze zwiedzania tunelu LHC w CERN (Geneva) z kwietnia 2008 r. Zresztą udało mi się być w tunelu LHC 2 razy - pierwszy raz w XI.2005 i w IV.2008. Mam więc porównanie tego co było zamontowane ponad 3 lata temu i rok temu, kiedy zjechałem na dół wraz z grupą jako jedna z ostatnich grup przed zamknięciem do zwiedzania. A dalej to wszyscy wiemy jak się to potoczyło ... rozruch we wrześniu i awaria najprawdopodobniej związana z prądem, a zakończona zamrożeniem i zalodzeniem tunelu na ok. 100 m po tym, jak padła kriogenika. Ale to juz całkiem inna hstoria.
A propos LHC, to nie wiem, czy Pan wie, że zawita do Tarnowa wystawa dot. LHC. Jesteśmy chyba 3 miastem po W-wie i Krakowie, gdzie ta wystawa będzie. Wystawa będzie czynna od 3 do 8.lutego w Hali Widowiskowej na Gumniskach - w godz. od 10 - 17. Warto znaleźć 2 godziny i zwiedzić ją - polecam - widziałem ją w Krakowie na AGH.

Image

KZ:
Dziękując za wywiad i zaproszenie na wystawę (wiem o niej i już się nie mogę doczekać, wybieramy się z żoną) życzę powodzenia w dociekaniu prawd przyrody z jednej strony i dalszej tak owocnej jak do tej pory popularyzacji mądrej dziedziny wśród wychowanków.
 
 
 
Image
 
następny artykuł »